Następują ogromne zmiany. Zauważamy, że wszystko, czego dotychczas doświadczaliśmy, nie jest już takie samo. Objawia się prawda o rzeczywistości.
Widzisz – na co dzień żyjemy w iluzji. Nauczyliśmy się żyć tak, by przetrwać, przetrwanie jest dla nas najważniejsze. Główną zasadą jest to, że przeżyje najsilniejszy. Tym się kierujemy. Jednak Kundalini zmienia wszystko. Z mechanizmów przetrwania przełączamy się na mechanizm doświadczania rzeczywistości w obecności. To, co nami do tej pory kierowało – lęk o swój byt – zaczyna się rozpuszczać…
A więc czym tak naprawdę jest Kundalini?
Mowa jest o energii życiowej, która uśpiona spoczywa u podstawy naszego kręgosłupa. We wschodnich naukach często jest obrazowana jako wąż, który śpi zwinięty w spirali, a po przebudzeniu rozwija się wzdłuż głównego kanału energetycznego ku górze. Na Zachodzie bywa to czasem odbierane jako przejaw energii szatańskiej, demonicznej, ponieważ to właśnie wąż kusił Adama i Ewę, by spróbowali owocu poznania dobra i zła. To tylko część prawdy. Tak samo jak ludzkość upadła poprzez poznanie dobra i zła – tak samo wąż może nas wznieść ku doświadczeniu jedności i bramom Edenu, które otwierają się w naszej Świadomości. To właśnie duchowa ewolucja. Dlatego przyjrzyj się wszystkiemu, co Cię otacza – czy nie jest tak, że wszystko ma dwie strony medalu? W zależności od tego, jak to wykorzystujemy – z poziomu ego czy z poziomu miłości? To właśnie tutaj tkwi ta kolosalna różnica – jeżeli używamy swojej wewnętrznej energii, by dominować nad innymi ludźmi, by zdobywać iluzoryczne uznanie, bogactwo i to, co świat popkultury określa jako wygraną – wtedy bazujemy na sile, a nie na mocy. To prowadzi do upadku naszej świadomości i moralności. W ten sposób nigdy nie dowiemy się, czym jest prawdziwa Miłość. Będziemy niewolnikami własnych żądz.
Z drugiej strony – nasza życiowa energia Kundalini może rozwinąć się dzięki kierowaniu się miłością do siebie i do istot wokół nas, poprzez bezinteresowne działania i poddanie Bogu. Gdy zaczynamy kierować się w naszym życiu tym, co szlachetne, wtedy wewnętrzna moc zaczyna budzić się do życia. Po przekroczeniu granicy negatywnych stanów świadomości zaczynamy dostrzegać świat jako piękniejszy, bardziej sprzyjający, a walka, którą kiedyś toczyliśmy z innymi i z samym sobą, staje się mniej brutalna, aż w końcu całkowicie znika. Energia Kundalini zaczyna płynąć wzdłuż kręgosłupa, po głównym kanale energetycznym – Suszumnie. Możemy odczuć to jako dreszcze czy ciepło, które płynie z dołu do góry, z góry na dół czy od serca. Początkowo energia ta będzie rozbijać blokady energetyczne, które znajdują się na naszych czakrach. Wszystkie te emocje, które w sobie tłumiliśmy – zaczną wypływać na światło dzienne. Będziemy poznawać swoje najgłębsze cienie, wszystko to, przed czym próbowaliśmy uciekać – poznamy prawdę o sobie, nawet tę, której poznać nie chcieliśmy.
Ciemna Noc Duszy – pękanie starych fundamentów
Gdy Kundalini budzi się do życia, bardzo szybko możemy zderzyć się ze ścianą, którą w tradycji mistycznej nazywa się Ciemną Nocą Duszy. Termin ten, ukuty wieki temu przez chrześcijańskiego mistyka św. Jana od Krzyża, idealnie oddaje to, co dzieje się na pewnym etapie transformacji. To moment, w którym stare „ja” umiera, a nowe jeszcze się nie narodziło. Towarzyszy temu dojmujące poczucie pustki, utraty sensu życia, a nawet głęboki egzystencjalny smutek.
Wielu ludzi myśli wtedy, że zrobili coś źle, że stracili kontakt z Bogiem albo po prostu wpadli w ciężką depresję. To nie tak. Ciemna Noc Duszy nie jest regresją ani karą od losu. To absolutnie konieczny proces „czyszczenia piwnicy” naszej podświadomości. Zauważ, że przez całe życie upychałæś w niej lęki, żale, poczucie winy i niewyrażony gniew. Światło Kundalini, wznosząc się, działa jak potężny reflektor – rozświetla te najciemniejsze zakamarki i wypycha wszystko na powierzchnię.
W tym stanie nie działa już to, co sprawdzało się dawniej. Stare mechanizmy obronne, ucieczki w wir pracy czy powierzchowne rozrywki przestają przynosić ulgę. Czujesz, że odcięło Cię od świata, a czasem nawet od własnych emocji. Czemu tak się dzieje? Ponieważ Twoje ego musi skapitulować. Musi zrozumieć, że nie ma już powrotu do starego życia w iluzji. Choć ten etap bywa przerażający i bolesny, ma jeden cel: rozbić Twoje przywiązania do tego, kim myślałæś, że jesteś, aby wreszcie móc odkryć to, kim jesteś naprawdę. To nie jest destrukcja Twojego życia, ale destrukcja tego, co stało na drodze do Twojej prawdziwej Jaźni.
Gwałtowny skok czy długa droga?
U niektórych zmiany następują nagle. Budzą się pewnego dnia i nic już nie jest takie samo. Poznają Boską zasadę, która niepodzielnie rządzi tym światem. Inni z kolei muszą przejść drogę, by urzeczywistnić swoją Jaźń i stać się „Jedno z Bogiem”. To proces naturalny. Proces, który wznosi. Nie da się go zatrzymać – można spowolnić, jednak wiąże się to z cierpieniem. Można go również przyspieszyć poprzez odpowiednią praktykę duchową i podążanie za prowadzeniem. Polecam trzymać się duchowych zasad, które sami sobie ustanawiamy, i zachować pełną szczerość wobec siebie. Wszelkiego rodzaju praktyki duchowe, które dążą do osiągnięcia jedności z Bogiem, są tutaj wskazane. Modlitwa, medytacja, joga, pranayama itp. to nasze narzędzia do urzeczywistnienia Jaźni.
Pułapka zachodniej medycyny i objawy, które mylimy z chorobą
W naszej zachodniej kulturze mało jest informacji o tym, jak to się odbywa. Istnieją Święci (każdy Święty przechodzi przez ten proces duchowego wzniesienia, jest to nazywane zstąpieniem Ducha Świętego), jednak z pewnych względów nie ma zbyt wielu książek o tych procesach. A szkoda, ponieważ niewiedza w tym temacie prowadzi do zamykania ludzi w psychiatrykach i podawania leków, które zatrzymują cały proces. Bo widzisz – jak już wspomniałem – gdy Kundalini się budzi, wszystkie emocje, które były w nas stłumione, zaczynają wypływać z podświadomości. Cały ten lęk, żal, poczucie winy, gniew, przywiązania i inne. Do tego człowiek zaczyna dostrzegać zupełnie inaczej rzeczywistość. Widzi zło i widzi maski, otrzymuje też prowadzenie, które przejawia się w różny sposób. Mogą zacząć „mówić do nas” piosenki, możemy zacząć widzieć wskazówki tam, gdzie inni nie widzą niczego, sygnały dźwiękowe mogą dawać znać o tym, że musimy na coś uważać lub wprost przeciwnie. Dla ludzi na zewnątrz to wygląda jak schizofrenia. Mogą pojawić się gwałtowne skoki nastrojów i przejmujący lęk. Możemy zacząć czuć energię w ciele i dużo, dużo więcej, a gdy zaczniemy opowiadać o tym, czego doświadczamy – ludzie, którzy tego nie rozumieją, będą myśleli, że „opętał nas szatan”, albo tak jak wyżej – mamy chorobę psychiczną.
Diametralna różnica pomiędzy chorobą psychiczną a przebudzeniem duchowym jest taka, że podczas choroby następuje dezintegracja osobowości, człowiek nie zauważa, że coś jest nie tak, nie ma tej autorefleksji i nie zastanawia się nad sobą. Natomiast w kryzysie Kundalini człowiek zachowuje (mimo lęku) zdolność do autorefleksji i obserwacji swoich stanów – jest świadkiem tego, co się dzieje.
Czasem możemy poczuć, że trzeba zrobić coś, co dla innych wydaje się wariactem, pokierować się drogą, której nikt w społeczeństwie nie wybiera. To naturalne, tak właśnie wygląda przebudzenie. Przestajemy pasować do tego, co świat nazywa „normalnym”, ponieważ całkowicie zmieniają się wzorce naszych zachowań.
Kryzys duchowy a medycyna — model Stanislava Grofa
To, o czym piszę – to zamykanie ludzi w placówkach i tłumienie procesu lekami – nie jest tylko moją obserwacją. Na Zachodzie już kilkadziesiąt lat temu zauważył to dr Stanislav Grof, wybitny psychiatra i jeden z twórców psychologii transpersonalnej. Razem ze swoją żoną Christiną stworzył on pojęcie „kryzysu duchowego” (ang. spiritual emergency).
Grof zauważył, że zachodnia psychiatria popełnia ogromny błąd, wrzucając wszystkie nietypowe stany świadomości do jednego worka z napisem „choroba psychiczna”. Kiedy budzi się Kundalini, a z podświadomości falą zalewają nas stłumione emocje, lęki czy wizje, dla klasycznego lekarza wygląda to jak ostry epizod psychotyczny lub schizofrenia. Jednak Grof udowodnił, że między prawdziwą chorobą a kryzysem duchowym jest zasadnicza różnica. W kryzysie duchowym człowiek nie traci całkowicie kontaktu z rzeczywistością – gdzieś w środku wciąż jest „obserwator”, który widzi ten proces i bardzo się nim lęka, ale nie dochodzi do trwałej dekompozycji osobowości.
Według modelu Grofa ten stan to nie awaria mózgu, ale głęboki, choć gwałtowny proces samoleczenia i transformacji psychiki. Silne leki psychotropowe działają wtedy jak chemiczny kaftan bezpieczeństwa – blokują energię, zatrzymują oczyszczanie podświadomości i sprawiają, że człowiek utyka w tym stanie na lata. Grof walczył o to, by zamiast patologizowania i izolacji dać takiej osobie pełne empatii wsparcie, bezpieczną przestrzeń i pomóc jej tę energię zintegrować oraz uziemić. Wtedy kryzys nie kończy się destrukcją, ale narodzinami nowej, znacznie silniejszej i bardziej świadomej wersji samego siebie.
Ciało w ogniu transformacji – fizyczne objawy, których możesz nie rozumieć
Przebudzenie Kundalini to nie jest tylko „filozoficzna zmiana światopoglądu” czy subtelne, medytacyjne uniesienie. To potężna, wręcz brutalna siła biologiczna i energetyczna, która fizycznie przetacza się przez nasze ciało. Kiedy ta energia zaczyna płynąć przez zablokowane dotąd kanały energetyczne (nadi), układ nerwowy przeżywa prawdziwy szok. Ciało zaczyna reagować w sposób, który dla medycyny konwencjonalnej jest kompletnie niezrozumiały.
Jednym z najbardziej powszechnych objawów są nagłe, drastyczne skoki temperatury. W jednej chwili może zalać Cię fala potężnego, wewnętrznego ognia – wtedy poczujesz, jakby Twoja krew wrzała, a skóra płonęła, choć termometr pokazuje 36,6°C. (Miałem takie palenie od środka przez jakieś dwa–trzy dni). Kiedy indziej może Cię przeszyć lodowate zimno, którego nie da się rozgrzać żadnym kocem. (Wraz z tym pojawiały się u mnie krije). To znak, że energia dosłownie „przepala” zatory w Twoich nadi i czakrach (centrach energetycznych).
Tzw. krije (kriyas) to kolejne, niezwykle widowiskowe i często przerażające zjawisko. To samoistne, niezależne od Twojej woli ruchy ciała. Mogą to być nagłe drżenia rąk lub nóg, gwałtowne wygięcia kręgosłupa, tiki twarzy, a nawet automatyczne przyjmowanie konkretnych pozycji jogi (asan) czy mudr, których nigdy wcześniej się nie uczyłeś. Ciało w ten sposób intuicyjne próbuje udrożnić przepływ energii i zrzucić zmagazynowane w tkankach napięcia komórkowe – bardzo ważne jest, by mu na to pozwolić. Nie kontroluj tych procesów, dzięki temu szybciej się skończą, a Ty poczujesz ulgę.
Do tego dochodzi cała gama innych somatycznych niespodzianek:
Uczucie mrowienia, prądu lub „wędrujących mrówek” wzdłuż kręgosłupa i wewnątrz czaszki.
Ucisk w klatce piersiowej lub w rejonie „trzeciego oka” (między brwiami).
Nagłe, pulsujące bóle głowy, które pojawiają się i znikają bez wyraźnej przyczyny.
Skrajna nadwrażliwość zmysłów – nagle światło staje się zbyt jasne, dźwięki zbyt głośne, a zapachy nie do zniesienia.
Gdy to się dzieje, łatwo wpaść w panikę i biegać od lekarza do lekarza. Warto jednak zrozumieć, że Twoje ciało przechodzi właśnie zaawansowany proces restrukturyzacji. Dostosowuje się do przewodzenia prądu o znacznie wyższym napięciu niż dotychczas.
Jak sobie z tym wszystkim poradzić?
Przede wszystkim nie ufaj ludziom, którzy nie przechodzą tego, co Ty. Jeżeli człowiek nie doświadczył Przebudzenia – będzie zwodzić na manowce. Będzie próbował oczywiście pomóc i dać „dobrą radę”, ale w tym przypadku zamiast pomóc – zaszkodzi. Dlatego lepiej nie opowiadać o swoich doświadczeniach, czasem warto również nagiąć prawdę – nie po to, by cokolwiek zyskać, ale by nie martwić niepotrzebnie bliskich. Proś o książki i ludzi, którzy Cię poprowadzą, oni się pojawią. Wystarczy intencja. Słuchaj swojej intuicji – bezwarunkowo, na pierwszym miejscu, nawet gdyby to się wydawało czystym wariactwem. Siła Wyższa zawsze poprowadzi Cię w odpowiednim kierunku.
Możesz poszukać podobnych sobie ludzi przez internet, jednak tutaj również trzeba uważać – nie każdy, kto mówi, że przeszedł otwarcie Kundalini, rzeczywiście i w pełni ten proces duchowego wzniesienia doświadczył. Wiele jest osób na różnych etapach, a niektórzy z powodu swej dumy i arogancji mogą udzielać rad, które również poprowadzą w ślepą uliczkę. Dlatego przy doborze takich ludzi kieruj się przede wszystkim tym, co czujesz. Czucie nigdy Cię nie zawiedzie, dlatego nie dawaj zwieść się „słodkiej mowie”. Czasem jakiś człowiek pojawi się na chwilę, pomoże w tym, w czym ma pomóc, i odejdzie – to naturalne, nie trzymaj się kurczowo takich ludzi.
Naucz się uwalniać emocje (jeżeli potrzebujesz w tym pomocy – [odezwij się do mnie]) – to mocno przyspieszy proces duchowego wzniesienia i pomoże Tobie w wielu sytuacjach. Jeżeli nie potrafisz sobie z czymś poradzić – pomódl się i poddaj sytuację Sile Wyższej – to zawsze działa ☺️
Praktyka uziemiania
Kiedy ogień Kundalini zaczyna rozsadzać Twoje ciało, a głowa płonie od nadmiaru energii i duchowych wglądów, najważniejszym zadaniem staje się tzw. uziemianie (grounding). Bez tego łatwo „odlecieć”, stracić kontakt z codzienną rzeczywistością i dać się porwać destrukcyjnym lękom. Uziemianie to nic innego jak sprowadzenie tej potężnej energii w dół, do ciała i do fizycznego świata, aby dać jej bezpieczne ujście.
Jeśli czujesz, że intensywność procesu Cię przerasta, natychmiast wdroż te zasady:
Zmień dietę na „ciężką”: Duchowe podręczniki często zachwalają posty i lekkie jedzenie, ale w trakcie kryzysu Kundalini to błąd. Potrzebujesz ugruntowania. Zacznij jeść ciepłe, gęste potrawy: warzywa korzeniowe (ziemniaki, buraki, marchew), kasze, a nawet dobrej jakości tłuszcze czy mięso (jeśli je spożywasz). Taki pokarm trawi się dłużej i dosłownie „ściąga” energię z głowy do żołądka.
Fizyczny kontakt z ziemią: Chodź boso po trawie, piasku lub mchu tak często, jak to możliwe. Jeśli nie ma pogody, wyjdź na spacer do lasu, dotykaj drzew, pracuj w ogrodzie bez rękawiczek — bezpośredni kontakt skóry z glebą działa jak odgromnik, który neutralizuje nadmiar ładunków elektrycznych w układzie nerwowym.
Woda i sól: Bierz ciepłe kąpiele z dodatkiem dużej ilości soli (np. soli Epsom lub kamiennej). Woda doskonale oczyszcza pole energetyczne, a sól działa wyciszająco na przeciążony układ współczulny.
Zatrzymaj „górne” praktyki: Na jakiś czas odpuść sobie intensywne medytacje, skupianie się na czakrze trzeciego oka czy korony, oraz głębokie techniki oddechowe (pranajamę). To tylko dolewa oliwy do ognia. Zamiast tego skup się na świadomości swoich stóp, masażu ciała i prostej, fizycznej obecności.
Pamiętaj — nie jesteś tylko czystym duchem, masz też ziemskie ciało. Im silniejsze i bardziej uziemione będą Twoje korzenie, tym większy prąd transformacji będziesz w stanie bezpiecznie utrzymać.
Pułapka ego i mocy parapsychicznych
Każdy doświadcza przebudzenia duchowego w troszkę inny sposób, jednak są cechy wspólne, o których tutaj wspomniałem. Często mogą pojawiać się moce parapsychiczne, jednak nie daj się im zwieść – nie Ty jesteś autorem tych działań, a energia, która przez Ciebie zaczyna przepływać. Zafascynowanie tymi mocami prowadzi do upadku, z którego później ciężko jest się wygrzebać. Tak samo wykorzystywanie nabytej w wyniku rozwoju wiedzy przeciwko innym ludziom lub dla osobistych korzyści.
Idź swoją drogą i nie poddawaj się – bramy Edenu są tuż za rogiem.
Jeżeli chcesz poczytać więcej o Kundalini – [zobacz mój poradnik].

